Medialna burza wokół PKM Tychy.

 


Choć pierwsze doniesienia o zatrzymaniach kierowców w Tychach wywołały medialną burzę i kolejne oświadczenia PKM Tychy, dziś staje się jasne, że tyska spółka miejska padła ofiarą nieprawidłowości po stronie zewnętrznej agencji zatrudnienia.

Sytuacja ze środy (4.03 br.), kiedy to funkcjonariusze Straży Granicznej ujawnili nieprawidłowości u siedmiu obcokrajowców, początkowo uderzyła wizerunkowo w PKM Tychy. Jednak głębsza analiza faktów pokazuje, że spółka miejska została wprowadzona w błąd przez podwykonawcę.

Po tym, jak PKM Tychy zapewniło w uzupełnieniu oświadczenia z dnia 6.03 br., że kierowcy posiadają ważne polskie uprawnienia w systemie CEPiK, głos zabrał rzecznik Straży Granicznej. Kulisy interwencji rzucają zupełnie nowe światło na to, co dokładnie znaleziono w kieszeniach zatrzymanych mężczyzn.

Rozbieżność informacji, która zelektryzowała opinię publiczną, wynika z faktu, że obie strony mówią o… innych dokumentach.

W rozmowie z redakcją TVS por. SG Szymon Mościcki, rzecznik Śląskiego Oddziału Straży Granicznej, wyjaśnił, skąd wzięło się zamieszanie dotyczące uprawnień kierowców. Okazuje się, że zatrzymani mężczyźni prowadzili swoistą „podwójną grę” dokumentacyjną.

  • Dokumenty w kieszeni, nie w stacyjce: rzecznik podkreśla, że Straż Graniczna nigdy nie twierdziła, iż kierowcy posłużyli się fałszywymi dokumentami podczas jazdy czy kontroli drogowej. Dokumenty (5 indyjskich, 1 lankijskie i 1 polskie prawo jazdy) zostały ujawnione przy nich w trakcie czynności.

  • Ważny CEPiK to nie wszystko: Straż Graniczna nie wyklucza, że kierowcy mogą posiadać legalnie wydane polskie prawa jazdy. Jednak fakt posiadania „lewych” dokumentów w kieszeni jest przestępstwem, które rzuca cień na to, w jaki sposób uzyskali te prawdziwe.

  • Rykoszet w PKM: Straż Graniczna przyznaje, że przewoźnik padł ofiarą „rykoszetu”. Spółka mogła zatrudnić ich na podstawie legalnych polskich dokumentów, nie mając pojęcia o ukrytej w portfelach „kolekcji” zagranicznych fałszywek.

Choć media skupiły się na fałszywych prawach jazdy, powód zatrzymania był znacznie bardziej prozaiczny, a zarazem druzgocący dla pośrednika pracy.

Jak się okazuje, cudzoziemcy mogli mieć pozwolenia na pobyt i pracę w Polsce, ale w innym charakterze, a nie kierowców autobusów. To tzw. praca niezgodna z deklarowanym celem pobytu, co automatycznie czyni ich zatrudnienie nielegalnym.

PKM Tychy w swoim oświadczeniu wskazało winnego: firmę zewnętrzną JMS Service Sp. z o.o. Straż Graniczna potwierdza, że to właśnie w tej agencji pośrednictwa pracy wszczęto kontrolę.

Sprawa jest rozwojowa. Wiele wskazuje na to, że śledczy będą teraz sprawdzać czy polskie prawa jazdy, o których pisze PKM Tychy, nie zostały wydane w polskich urzędach na podstawie tych samych zagranicznych dokumentów, które Straż Graniczna uznała za sfałszowane. Jeśli ten scenariusz się potwierdzi, będziemy mieli do czynienia z ogromnym skandalem w systemie weryfikacji uprawnień w Polsce.

To, co wydarzyło się w Tychach, to tylko wierzchołek góry lodowej. Straż Graniczna podkreśla, że problem nieuczciwych agencji rozlewa się na całe województwo.


Źródło : https://tvs.pl/

x  Powerful Protection for WordPress, from Shield Security
This Site Is Protected By
Shield Security