Podsumowanie 13 kolejki Betclic 2. Ligi.
Znicz Pruszków wygrał na wyjeździe z Avią Świdnik i umocnił się na pierwszym miejscu, bo GKS Tychy nie potrafił strzelić ani jednej bramki Podhalu Nowy Targ. Długie passy bez wygranej przerwały Sokół Kleczew i Zawisza Bydgoszcz. Oto podsumowanie 13. kolejki Betclic 2. Ligi.
Lider i wicelider grali w niedzielę. Znicz wywarł presję na GKS i wygrał w Świdniku. Prowadził od dwunastej minuty po pięknej indywidualnej akcji i golu Władysława Ochronczuka. Potem Avia miała dużą przewagę w posiadaniu piłki (58 proc. – 42 proc.) i oddała dwa razy więcej strzałów, ale to zespół z Pruszkowa przypieczętował wygraną w doliczonym czasie, kiedy trafił Tymon Proczek.
– Pokazaliśmy w Świdniku wersję Znicza bardziej wyrachowaną i nastawioną na realizację zadań. I jestem zadowolony z tego, jak zespół pokazał konsekwencję, charakter i wytrzymał napór rywali. Zawodnicy poradzili sobie w trudnej sytuacji i szacunek dla nich – podkreślał Łukasz Smolarow, trener Znicza.
Wicelider miał trudniejszego rywala, bo gościł inny zespół z czołówki – Podhale. GKS miał przewagę w strzałach i rzutach rożnych, ale nie zdołał pokonać Doriana Frątczaka. Tyszanie zremisowali 0:0 i do lidera tracą pięć punktów.
– Graliśmy z trudnym rywalem, który jeszcze nie przegrał i stracił najmniej bramek. A do tego piłkarze mają wysoką jakość indywidualną, którą udało nam się zneutralizować. Dobrze broniliśmy jako zespół i stworzyliśmy dwie dogodne sytuacje. Rywali uratowała poprzeczka i nie wykorzystaliśmy sytuacji sam na sam. Punkt przyjmujemy jednak z pokorą – stwierdził Bartosz Szcząber, asystent trenera Podhala.
Najwyższe zwycięstwo w tym sezonie odniósł Górnik Łęczna, a do tego na wyjeździe. Po dwóch porażkach piłkarze trenera Jurija Szatałowa świetnie zareagowali i rozbili w Zielonej Górze Lechię aż 6:0. Duży wpływ na wynik miała czerwona kartka, którą już w 24. minucie dostał Wiktor Nahrebecki. Bramki dla spadkowicza z pierwszej ligi zdobyli Bartłomiej Korbecki, Grzegorz Rogala, Jakub Myszor, Fryderyk Janaszek, Bekzod Ahmedov i Hubert Antkowiak z rzutu karnego.
– Wykorzystaliśmy błąd przeciwnika, który rozgrywał piłkę od tyłu, i strzeliliśmy na 1:0. Później rywale dostali czerwoną kartkę i spotkanie zaczęło układać się po naszej myśli – przyznał Jakub Myszor, pomocnik Górnika. – Przyjechaliśmy tutaj po dwóch meczach bez zwycięstwa. Można powiedzieć, że przechodziliśmy kryzys, bo jako drużyna chcemy wygrywać każde spotkanie. Potrzebowaliśmy takiego meczu, żeby się zrehabilitować, a wynik 6:0 mówi sam za siebie.
Po sześciu meczach bez wygranej zwycięstwo odniósł Zawisza. Do Bydgoszczy przyjechał przedostatni w tabeli Świt i inny wynik byłby sensacją, ale zespół ze Szczecina wcale nie był tłem. Do przerwy było 3:1 – bramki dla gospodarzy zdobyli Wojciech Szumilas (dwie) i Jakub Łukowski, a dla rywali Maciej Koziara. W drugiej połowie emocje były dopiero w końcówce. W 86. minucie kontaktową bramkę strzelił Krzysztof Ropski i dał gościom nadzieję. Rozwiał ją zawodnik Świtu – Szymon Kapelusz, który minutę później trafił do własnej bramki.
– Dobrze weszliśmy w spotkanie i szybko strzeliliśmy gola. Podkreślaliśmy, by w pierwszej połowie mądrze wywierać presję na rywalu i nie oddać inicjatywy. Dlatego ta pierwsza połowa była udana – uważa Wojciech Szumilas, pomocnik Zawiszy. – W drugiej części niepotrzebnie wdaliśmy się w grę w „dwa ognie” ze Świtem, ale mieliśmy spotkanie pod kontrolą. Trochę czekaliśmy na te trzy punkty, ale w końcu to my je dopisujemy.
Chojniczanka liczyła, że wskoczy do czołowej szóstki, tymczasem musiała przyjąć zimny prysznic, choć trzeba przyznać, że walczyła do końca. A miała co odrabiać, choć od 38. minuty grała w przewadze jednego zawodnika po czerwonej kartce dla Filipa Przybyłki. Legioniści prowadzili jednak wtedy 2:0 po golach Cypriana Pchełki i Adama Ryczkowskiego. Ten drugi po przerwie trafił na 3:0 i dopiero wtedy obudziła się Chojniczanka. Bramki Konrada Janickiego i Jakuba Żywickiego pozwoliły jednak tylko na honorową porażkę.
– Wiedzieliśmy, że zmierzymy się z drużyną, która ma bardzo dużą jakość, i graliśmy na jej terenie. Wyszliśmy z planem na mecz, który do pewnego momentu bardzo dobrze realizowaliśmy. Czerwona kartka to zmieniła, bo do tego momentu mieliśmy bardzo dużą kontrolę nad spotkaniem, udokumentowaną dwoma bramkami – podkreślał Jakub Tosik, asystent trenera. – Za nami heroiczna walka o każdy metr boiska i bardzo dobre momenty w obronie pola karnego. Ogromne gratulacje dla całej drużyny za to poświęcenie, za to, że wytrzymaliśmy do końca.
Stal Stalowa Wola przedłużyła zwycięską passę do trzech wygranych. O wyniku meczu z Sandecją Nowy Sącz zdecydowała tylko jedna bramka. W 86. minucie zdobył ją Maksymilian Hebel, dla którego był to czwarty gol w ostatnich pięciu spotkaniach. Dzięki wygranej drużyna z Podkarpacia zrównała się punktami z Sandecją (po 19) i jest tuż za strefą barażową. Cieniem na wygranej kładzie się groźna kontuzja kapitana Stali – Łukasza Furtaka.
– Dedykujemy wygraną „Furtiemu” – mówił Mariusz Arczewski, szkoleniowiec zespołu. – Jeśli chodzi o mecz, to piłkarze w stu procentach zrealizowali to, na co się umawialiśmy. Doceniam też to, że kolejny raz zmiennicy dali odpowiednią jakość i w końcówce przechyliliśmy szalę zwycięstwa na naszą stronę. Wygraliśmy trzeci mecz z rzędu, ale zachowujemy spokój, bo pamiętamy, gdzie byliśmy kilka tygodni temu. Spokojnie, nikt w tej drużynie nie odleci.
Hutnik poniósł piątą porażkę w siedmiu ostatnich meczach. Tym razem trzy punkty z Krakowa wywiozła Olimpia. Zespół z Grudziądza do przerwy prowadził po golach Huberta Jasiaka i Artura Siemaszki. W drugiej połowie kontaktową bramkę strzelił Krystian Lelek. Więcej krakowianie jednak nie zdziałali. Dzięki wygranej Olimpia awansowała na czwarte miejsce.
– Nasza passa bez porażki jest coraz dłuższa i w czterech spotkaniach zdobyliśmy dziesięć punktów. To cieszy – powiedział Dawid Pędziałek, trener Olimpii. – Z meczu na mecz dojrzewamy jako drużyna. Coraz lepiej spisujemy się na wyjazdach i chcemy do końca roku zdobyć jak najwięcej punktów.
Wydawało się, że Rekord Bielsko-Biała nie będzie miał lepszej okazji na przełamanie serii trzech meczów bez wygranej niż mecz na własnym boisku z ostatnią w tabeli Resovią. Tymczasem już w 21. sekundzie goście objęli prowadzenie, a gola zdobył doświadczony Mateusz Szwoch (218 meczów w Ekstraklasie). Punkt gospodarze uratowali w drugiej połowie, a do siatki trafił Gabriel Kasprowicz.
– Spodziewaliśmy się trudnego meczu, bo wiemy, że Rekord jest drużyną powtarzalną. Nie robi rewolucji w kadrze, tylko ma trzon zespołu i dokonuje tylko drobnych korekt. Dzięki temu są zgrani i dobrze funkcjonują jako zespół – mówił Dariusz Kantor, trener Resovii. – Tak około 60 minut w naszym wykonaniu było bardzo dobre. Wydaje mi się, że to my dominowaliśmy. Piłka nożna to gra momentów i my swoich nie wykorzystaliśmy. Rekord zaryzykował, wyszedł wyżej i dopiął swego.
To był udany debiut trenera Krzysztofa Urtnowskiego, bo Sokół Kleczew przerwał długą passę meczów bez wygranej i zwyciężył pierwszy raz od 15 sierpnia. W meczu z rezerwami Śląska Wrocław prowadził już 3:0 po dwóch golach Kacpra Śpiewaka i jednym Mateusza Piotrowskiego. Goście nie poddali się i w ciągu pięciu minut zdobyli dwie bramki (Dawid Moskaluk i Szymon Rygiel). Drugie zwycięstwo w sezonie gospodarzom zapewnił jednak Śpiewak, który skompletował hat-tricka.
– Bardzo słaba pierwsza połowa w naszym wykonaniu i bramki, które straciliśmy, na tym poziomie nie mogły się przydarzyć – przyznał Michał Hetel, trener Śląska. – W drugiej połowie wyglądało to trochę lepiej i był moment, w którym wydawało się, że wróciliśmy do meczu, ale kolejny stracony gol odebrał te nadzieje. Jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji. Musimy się uczyć, wyciągnąć wnioski i nie powtarzać kolejny raz tych samych błędów.



Źródło : https://www.laczynaspilka.pl/
