Podsumowanie 7 kolejki Betclic 2. Ligi.

 


Emocji, zwrotów akcji i bramek (w sumie 33 gole) nie brakowało w spotkaniach siódmej kolejki Betclic 2. Ligi. Zapraszamy na podsumowanie weekendu.

W spotkaniu kolejki trzeci do tej pory Znicz gościł lidera. I po 18 minutach wydawało się, że Hutnik bez problemu obroni pierwszą pozycję. Prowadził bowiem po dwóch golach Oskara Zawady. Gospodarze szybko jednak zdobyli kontaktową bramkę (Tymon Proczek), a w drugiej połowie dominowali na boisku. Wyrównał z rzutu karnego Dawid Barnowski, a zwycięstwo zapewnili Adrian Kazimierczak i Aleksander Nadolski. To pierwsza porażka Hutnika w sezonie, a na dodatek Znicz zajął miejsce Krakowian na czele tabeli.

– To był bardzo wymagający rywal. Pierwsze 20 minut trochę przysnęliśmy. Nasze błędy indywidualne spowodowały, że straciliśmy dwie bramki. Jestem bardzo dumny z drużyny, że była w stanie się podnieść z tak trudnego momentu – twierdzi Filip Hołuj, zawodnik Znicza. – Już do przerwy mogliśmy wyrównać. A to, co zrobiliśmy w drugiej połowie, to czapki z głów. Mamy dużo jakości z przodu i jestem przekonany, że będziemy strzelać dużo bramek w każdym meczu.

Hutnika w tabeli wyprzedził też GKS Tychy, który pozostał jedyną drużyną bez porażki w tym sezonie. Tym razem na własnym boisku Tyszanie pokonali 1:0 Avię Świdnik po bramce Józefa Chorosińskiego. Dla drużyny z Lubelszczyzny była to czwarta porażka z rzędu. – Trochę mi szkoda zawodników, bo widziałem w nich dużo chęci przełamania passy, którą mamy. Wydaje mi się, że zwycięstwo w Pucharze Polski dało nam trochę kopa, jeśli chodzi o energię. Widziałem to do momentu stracenia bramki – uważa Wojciech Szacoń, trener Avii. – Pierwsza połowa to był mecz na remis. Drugą połowę zaczęliśmy nieźle. Mieliśmy bardzo dobrą sytuację i rywali uratował słupek. Później tak od 60. minuty przygaśliśmy. GKS zaczął posyłać dużo piłek w nasze pole karne i konsekwencją jednego z tych podań była stracona bramka.

Zawisza stanął przed szansą, by co najmniej do niedzieli być liderem. Musiał jednak w Stalowej Woli wygrać. Szybko jednak zaczęły piętrzyć się problemy. Najpierw gola dla Stali zdobył Jakub Jeleń, a już w 29. minucie czerwoną kartkę (za dwie żółte) zobaczył Mateusz Stępień. Podopieczni trenera Adriana Stawskiego stanęli jednak na wysokości zadania, choć sytuacja była trudna. Wyrównał Sebastian Rak, ale w drugiej połowie dwie bramki dołożył Jeleń. To nie załamało gości i po golach Mikołaja Staniaka uratowali punkt.

– Trudno mówić o realizacji planu na mecz, bo szybko zweryfikowała go czerwona kartka. I na wyjeździe w dziesiątkę nie gra się łatwo. Jestem jednak dumny z chłopaków, choć traciliśmy bramki, to cały czas mieliśmy spokój i próbowaliśmy dążyć do wyrównania. Nie było widać w zespole załamania, tylko mental był na bardzo wysokim poziomie i to na pewno cieszy – stwierdził Adrian Stawski, trener Zawiszy.

W Kleczewie rosnącą formę potwierdził Górnik Łęczna. Wygrał trzeci raz w czterech ligowych meczach. I to efektownie, choć w pierwszej połowie bramki nie padły. Tuż po przerwie trafił Jakub Myszor, a worek z bramkami rozwiązał się, kiedy kwadrans przed końcem zawodnik Sokoła – Mateusz Wypych dostał czerwoną kartkę. Wtedy gole strzelili Bartłomiej Korbecki, Adam Deja i Dawid Tkacz. Gospodarze stracili w tym sezonie już 18 bramek (średnio trzy na mecz).

– W pierwszej połowie trochę nas denerwowało, że mimo przewagi i stwarzanych sytuacji, nie potrafiliśmy zdobyć bramki. Wiedzieliśmy jednak, że jeśli będziemy dalej tak grać, to otworzymy wynik. Wyszliśmy po przerwie na boisko z takim przekonaniem i tak właśnie się stało – powiedział Myszor. – Duże słowa uznania należą się całej drużynie, bo przetrwaliśmy bardzo trudny fragment meczu na początku drugiej części. W ważnych momentach świetnie spisał się również nasz bramkarz, który interwencjami utrzymał nas w grze. Gdy przetrwaliśmy, zdobyliśmy kolejne bramki, wygraliśmy bardzo pewnie.

Po trzech meczach bez porażki Sandecja Nowy Sącz musiała uznać wyższość Podhala. W Nowym Targu gospodarze prowadzili po golu Marcinho, ale samobójczym trafieniem wyrównał Łukasz Seweryn. To zmobilizowało 24-letniego pomocnika, który w drugiej połowie zapewnił drużynie trzy punkty. Dla Podhala był to trzeci mecz z rzędu bez porażki i pozwolił zrównać się punktami z Sandecją (po 11).

– Wiedzieliśmy, że będzie bardzo intensywne spotkanie. Zaczęliśmy bardzo dobrze, strzeliliśmy szybko gola. Trochę nas to uśpiło i cofnęliśmy się za nisko. Sandecja przez to stworzyła bardzo dużo sytuacji, ale dobrze się broniliśmy. Niefortunnie straciliśmy gola i do przerwy było 1:1 – mówił Seweryn. – Na drugą połowę wyszliśmy zdecydowanie wyżej, lepiej graliśmy w pressingu. Nie cofnęliśmy się, a w rezultacie strzeliliśmy gola i cieszymy się ze zwycięstwa.

Po raz piąty w tym sezonie, a czwarty z rzędu przegrali piłkarze rezerw Śląska Wrocław. Tym razem na własnym stadionie ulegli 0:1 Olimpii Grudziądz. Jedyną bramkę w doliczonym czasie po kontrataku zdobył Dennis Jastrzembski. – Mieliśmy wystarczająco dużo sytuacji, żeby zdobyć bramkę i chociaż zremisować. Niestety z naszego rzutu rożnego rywal wyprowadził szybki atak i straciliśmy bramkę w ostatnich minutach. To tym bardziej boli – przyznał Michał Hetel, trener Śląska II.

Olimpia awansowała na ósme miejsce, a tuż za plecami ma Rekord Bielsko-Biała, który pokonał na wyjeździe rezerwy Legii Warszawa. Goście objęli prowadzenie w 29. minucie po bramce Kacpra Kasprzaka. Tuż po rozpoczęciu drugiej połowy wyrównał Franciszek Stępniewski. Ostatnie słowo należało do Bielszczan – wynik z rzutu karnego ustalił Kasprzak.

Bardzo niemiłą niespodziankę sprawili kibicom piłkarze Lechii Zielona Góra. Beniaminek dobrze wszedł w sezon, ale w siódmej kolejce przegrał na własnym boisku z ostatnim do tej pory w tabeli Świtem Szczecin i to aż 1:4. Po 57. minutach było już 3:0 – dwie bramki zdobył doświadczony Adam Frączczak (rocznik 1987), a jedną dołożył Konrad Nowak. Lechia próbowała zareagować, ale Kamil Olek nie wykorzystał rzutu karnego. Na to odpowiedział Krzysztof Ropski i było 4:0. Honor uratował Przemysław Bargiel, ale to Świt cieszył się z pierwszych w tym sezonie trzech punktów. Nie jest już ostatni w lidze.

– Bardzo cieszy mnie to zwycięstwo, bo w krótkim czasie potrafiliśmy odmienić zespół i wygrać na wyjeździe. Do tych chłopców przyszedłem niedawno, trzy tygodnie temu i wreszcie poczuli smak zwycięstwa, bo ostatnie było bardzo dawno temu [w maju – przyp. red.] – mówił Przemysław Cecherz, trener Świtu. – Początek meczu był bardzo trudny. Lechia na nas siadła, stwarzała zagrożenie, myliła naszych obrońców i zagrywała piłki za plecy. Mogło być naprawdę różnie, ale przetrwaliśmy. I po tych 15-18 minutach zaczęliśmy grać. Jakość piłkarską to my mamy, bo jest naprawdę wielu zawodników, którzy potrafią utrzymać się przy piłce, zmienić stronę i taki był plan na mecz. W końcu to wypaliło.



Źródło : https://www.laczynaspilka.pl/

Protected By
Shield Security