Podsumowanie 1 kolejki Betclic 2. Ligi.
Kapitalnie sezon rozpoczęła Avia Świdnik, która rozbiła Olimpię Grudziądz aż 4:1. Dobrze wystartowali też spadkowicze – wszyscy zdobyli po trzy punkty. Zapraszamy na podsumowanie inauguracji sezonu w Betclic 2. Lidze.
W meczu drużyn, które w poprzednim sezonie były w drugoligowej czołówce Podhale Nowy Targ okazało się lepsze od rezerw Śląska Wrocław. Podopieczni trenera Tomasza Kuźmy już do przerwy prowadzili po bramkach debiutującego Tobiasza Kubika i Bartosz Kurzei, a goście nie wykorzystali rzutu karnego. Po przerwie kontaktowego gola strzelił Wiktor Kamiński, ostatnie słowo należało jednak do gospodarzy. Wynik ustalił Marcinho.
– Wiemy, jak dobrze Śląsk wyglądał w poprzednim sezonie. Dużo zawodników się wypromowało i spodziewaliśmy się trudnego meczu na inaugurację. Dobrze weszliśmy w spotkanie, kontrolowaliśmy je, ale zaraz po golu dla nas był rzut karny. Rywale go nie wykorzystali, a my trafiliśmy na 2:0 – mówił trener Kuźma. – W drugiej połowie był trudny moment, kiedy rywal strzelił, ale wybroniliśmy się i poszliśmy po kolejną bramkę. Cieszymy się bardzo z tych trzech punktów i dobrego wejścia w sezon.
Sporo emocji i bramek było w Szczecinie. Świt prowadził już od drugiej minuty po golu Krzysztofa Ropskiego, ale trzy kolejne bramki zdobyli piłkarze Górnika Łęczna. Po trafieniach Adama Dei, Bartłomieja Korbeckiego i Mateusza Hołowni w 57. minucie było 3:1. Gospodarze jeszcze nawiązali walkę, a nadzieje dał gol Kacpra Wojdaka. Więcej jednak nie zdołali zdziałać i to spadkowicz rozpoczął sezon od wygranej.
– Podzieliłbym naszą grę na dwie połowy. W pierwszej stworzyliśmy sobie kilka bardzo dobrych sytuacji, w których mogliśmy podwyższyć, ale nie udało się ich wykorzystać. Druga wyglądała już zdecydowanie słabiej. Mieliśmy za sobą trudny tydzień i choć nie lubię nadużywać słowa „charakter”, to właśnie chłopcy pokazali go w Szczecinie – uważa Jurij Szatałow, trener Górnika. – Po przerwie właściwie nie utrzymywaliśmy się przy piłce i musieliśmy za nią biegać, a to był nasz największy problem. Zabrakło zdrowia i energii, co w moich zespołach zdarza się bardzo rzadko. Będziemy analizować, z czego to wynikało.
Kolejny ze spadkowiczów – Znicz Pruszków – też rozpoczął sezon od jednobramkowego zwycięstwa. Tyle że w spotkaniu z Resovią padł tylko jeden gol, którego zdobył w 49. minucie Adrian Kaźmierczak. – To, co my pokazaliśmy na boisku, to było po prostu za mało na zwycięstwo. Pierwszy mecz i od razu kubełek zimnej wody. Dużo pracy przed nami – przyznał Kamil Kuzera, trener Resovii.
Nie udała się inauguracja rezerw Legii Warszawa, które po kilkunastu latach wróciły na szczebel centralny. Mecz ze Stalą Stalowa Wola był zacięty, ale gole zdobywali tylko goście, choć w pierwszej połowie nie wykorzystali rzutu karnego – strzał Dawida Wolnego obronił Jan Bienduga. Spotkanie rozstrzygnęło się dopiero w końcówce. W 90. minucie bramkę zdobył Maksymilian Hebel, a w doliczonym czasie ten sam zawodnik wykorzystał kolejną jedenastkę.
– Czujemy duży niedosyt. Z przebiegu meczu nie zasłużyliśmy na porażkę, szczególnie biorąc pod uwagę okoliczności, w jakich straciliśmy bramki. Rzut karny podyktowany w 90 minucie był problematyczny – twierdzi Marcin Matysiak, który zadebiutował w roli trenera Legii II. – W pierwszej połowie nie mogliśmy złapać rytmu i zbyt łatwo traciliśmy piłkę. W drugiej części mieliśmy zdecydowaną optyczną przewagę i dużo sytuacji bramkowych. Głowy do góry. Ten mecz to kolejna lekcja dla młodych zawodników.
Niedosyt mogą też odczuwać zawodnicy Sokoła Kleczew, którzy w meczu z beniaminkiem z Bydgoszczy prowadzili od 56. minuty po bramce Bartłomieja Zielińskiego. Zawisze przed porażką uchronił w doliczonym czasie sprowadzony przed sezonem z Olimpii Grudziądz Maciej Mas. Remisem zakończyło się także spotkanie w Nowym Sączu i kibice Sandecji (ponad 8 tysięcy) wychodzili ze spotkania zawiedzeni, bo nie zobaczyli ani jednej bramki w meczu z Hutnikiem.
– Pewnie nie tak sobie wszyscy wyobrażaliśmy inaugurację sezonu na swoim stadionie, ale uczciwie trzeba podejść do tematu i powiedzieć, że nie był to łatwy mecz – przyznał Rafał Smalec, trener Sandecji. – W pierwszej połowie z naszej strony nie było bez konkretów, mieliło się to, mieliło i nic z tego nie wynikało. Pierwszy celny strzał oddaliśmy w 45. minucie i to za mało, jeżeli chcemy wygrać. Na początku drugiej połowy kilka razy zagotowało się w naszym polu karnym, ale zmiany i dobra reakcja zespołu sprawiły, że po 20 minutach zaczęliśmy grać lepiej. Mogliśmy w tym meczu zdobyć i stracić bramkę, ale jak na zespół, który chce grać o najwyższe cele w tej lidze, musimy od siebie wymagać więcej.
Zwycięzcy nie było także w Zielonej Górze, gdzie kolejny beniaminek – Lechia zremisowała z Rekordem Bielsko-Biała. W pierwszej połowie Przemysław Bargiel nie wykorzystał rzutu karnego. Goście objęli prowadzenie po trafieniu Kacpra Kasprzaka w 69. minucie, ale już 120 sekund później wyrównał Dominik Więcek.
– Chciałbym pogratulować całej społeczności Zielonej Góry i wszystkim, którzy pracują w klubie awansu. To wielkie wydarzenie dla kibiców. W końcu Zielona Góra to nie tylko żużel czy koszykówka, ale także piłka nożna – podkreślał Piotr Tworek, szkoleniowiec Rekordu. – Wiedzieliśmy, że to będzie dla nas trudne spotkanie. Zdawaliśmy sobie sprawę, że zespół, który otrzymał możliwość gry na poziomie centralnym, zagrał z pasją, z dużym zaangażowaniem i będzie chciał zadowolić kibiców. Do tego pierwsza połowa była kompletnie nieudana i cudem nie przegrywaliśmy. Dużo prostych błędów, fragmentów, które nam się wymykały spod kontroli, a napędzały zespół przeciwny.
W meczu, który zapowiadaliśmy jako spotkanie kolejki emocje też były. Chojniczanka na własnym stadionie do przerwy przegrywała ze spadkowiczem GKS Tychy po bramce Tymoteusza Reguły. Walczyła o odwrócenie losów spotkania, ale od 75. minuty grała w osłabieniu – czerwoną kartkę (za dwie żółte) zobaczył Mateusz Bąkowicz. I tak miała okazję przynajmniej do remisu. Jednak w doliczonym czasie Valerijs Sabala zmarnował rzut karny – Jakub Mądrzyk świetnie zareagował.
– Nie tak chcieliśmy zainaugurować sezon, bo zaczynamy od może minimalnej, ale jednak porażki. Za nami pięć tygodni przygotowań i wydawało nam się, że wiele rzeczy jest już wypracowane. Natomiast szczególnie w pierwszej połowie brakowało powtarzalności tego, nad czym pracowaliśmy. Byliśmy przy piłce, ale nie tworzyliśmy żadnych konkretów – mówił Marek Brzozowski, trener Chojniczanki. – Każdy minimalny błąd w ustawieniu był wykorzystywany i tak padła bramka. W drugiej połowie wyszliśmy bardziej odważnie i próbowaliśmy szybciej dostać się do pola karnego. Dla nas ewidentny był rzut karny na Hubercie Sobolu i myślę, że nie było spalonego, kiedy strzelił Sabala. To jednak nie jest wina sędziego, że przegraliśmy, bo my mogliśmy zrobić więcej.
Do dużej niespodzianki doszło w Świdniku, gdzie Avia aż 4:1 rozbiła Olimpię Grudziądz, która w poprzednim sezonie była bliska awansu do pierwszej ligi. Zaczęło się dobrze dla gości, bo prowadzili po bramce Szymona Michalskiego. Potem jednak na boisku panował beniaminek. Wrównał Andrij Remeniuk, a po przerwie Ukrainiec trafił na 2:1. Gości dobili Kacper Jodłowski i Kacper Wełniak. “Wielki powrót Avii” – napisała oficjalna strona, podkreślając, że klub przez 27 lat nie występował na szczeblu ogólnopolskim.
– Cieszę się, że strzeliliśmy tę czwartą bramkę, bo doda nam jeszcze więcej energii, a przed nami ważny mecz z Górnikiem Łęczna. Gratuluję bardzo dobrego meczu wszystkim zawodnikom. Podkreślam to, że mamy bardzo jakościową i wyrównaną kadrę. Zawodnicy, którzy wchodzą z ławki, podnoszą jakość – zaznacza trener Wojciech Szacoń. – Nie wariujemy i z pokorą pracujemy, bo chcemy wygrać kolejny mecz. I dla siebie, jak i dla naszych kibiców, bo wiemy, że to dla nich również bardzo ważne spotkanie.



Źródło : https://www.drugaliga.org/
